Dynamiczna sytuacja geopolityczna oraz rosnące zapotrzebowanie na sprzęt i usługi dla sektora obronnego sprawiają, że coraz więcej przedsiębiorstw produkcyjnych rozważa wejście na rynek związany z bezpieczeństwem narodowym. Dla wielu firm może to stanowić nie tylko nowy kierunek rozwoju, ale również stabilne, wieloletnie źródło przychodów. Jak pokazuje praktyka, niemal każda nowoczesna fabryka może w określonym zakresie dostosować swoje procesy do potrzeb sektora obronnego, pod warunkiem że zrobi to w sposób planowy i kontrolowany.

W najnowszym artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” Wojciech Bazan wskazuje kluczowe obszary, w których przedsiębiorstwa najczęściej napotykają wyzwania przy transformacji swojej działalności na potrzeby bezpieczeństwa i obronności. Do najistotniejszych należą:

1Wdrożenie i utrzymanie systemów jakości, w tym standardów AQAP, które stanowią podstawę udziału w łańcuchach dostaw dla sektora obronnego.

2Modernizacja linii produkcyjnych oraz dostosowanie infrastruktury technicznej do wymogów bezpieczeństwa i nowych typów wyrobów.

3Zagadnienia własności intelektualnej, szczególnie w zakresie oprogramowania, licencji oraz interoperacyjności systemów wykorzystywanych w środowisku obronnym.

4Podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa i bezpieczeństwa fizycznego, w tym kontrola dostępu, ochrona informacji niejawnych i budowa odpowiednich procedur.

5Uzyskanie świadectwa bezpieczeństwa przemysłowego, niezbędnego przy realizacji kontraktów wymagających dostępu do informacji niejawnych.

6Finansowanie inwestycji oraz dostęp do dedykowanych instrumentów wsparcia dla przedsiębiorstw wchodzących w obszar obronności.

Właściwie przeprowadzony audyt prawno-kontraktowy, analiza technologiczna oraz zaplanowanie kolejnych etapów wejścia do sektora pozwalają ograniczyć ryzyka i znacząco przyspieszyć proces transformacji. Rosnący rynek obronny otwiera przed przedsiębiorstwami szansę na trwały rozwój. Warto więc przygotować się do tej zmiany w sposób świadomy i profesjonalny.

Zachęcamy do lektury całego artykułu Wojciecha Bazana w „Rzeczpospolitej”.